więcej o:

Budapeszt na każdą kieszeń. Jak blogerzy odkrywają miasto atrakcji typu naj…

Najstarsze po londyńskim metro na świecie, jedna z największych świątyń globu i jeden z najokazalszych parlamentów. Czy potrzeba więcej argumentów, by w kolejną podróż wybrać się do stolicy Węgier? Nieprzekonani mogą jeszcze dorzucić najlepsze termy na kontynencie i niezapomniane wieczory w słynnych "ruin pubs" w dzielnicy żydowskiej.

Budapeszt to jedna z najpiękniejszych europejskich stolic, nazywana Paryżem Wschodu. Miasto na wyciągniecie ręki – Polacy mogą przebierać, gdy idzie o wybór środka transportu, a także na każdą kieszeń – tu nawet pięciogwiazdkowe hotele są w przystępnych cenach . Na weekend czy na dłużej – pytacie? Ten, kto choć raz odwiedzi Budapeszt wie, że powrót i tak jest nieunikniony. Bo zawsze będzie za krótko i za mało.

Samolotem czy pociągiem?

Lot z Warszawy zajmuje zaledwie godzinę i jest to jedna z najpopularniejszych form dotarcia do stolicy Węgier. Budapesztańskie lotnisko położone jest 16 km od centrum. Można zapolować na tanie bilety, porównując ceny w przeglądarkach. Warto też na strony przewoźników zaglądać w piątki 13-go. Przesądni podróżni unikają jakiejkolwiek aktywności tego dnia, co przekłada się na niższe ceny biletów. Ci, którzy wolą pociąg, korzystają z bezpośrednich połączeń z Warszawy, Krakowa i Katowic. Do Budapesztu ze stolicy, Krakowa, Wrocławia i Łodzi odjeżdżają też autobusy. Są i tacy, którzy decydują się na własne cztery kółka i po 6-7 godzinach są na miejscu. Ale uwaga! Autostrady na Węgrzech są płatne.

Metro

Wsiadając do drugiego najstarszego metra na świecie (zaraz po londyńskim) warto zdecydować się na linię żółtą i wsiąść do niewielkiego, ciasnego wagonika, w którym zatrzymał się czas. Wzdłuż całej trasy znajdują się liczne zabytki, muzea i atrakcje turystyczne. Klimat budapesztańskiego metra doskonale oddaje film "Kontrolerzy" w reżyserii Nimroda Antala z 2003 roku

Po Budapeszcie najlepiej poruszać się pieszo. Można też skorzystać z najstarszego w Europie kontynentalnej metra. Linia żółta, uruchomiona w 1896 r., to doskonała podróż w czasie. Zabytkowe wagoniki dowiozą nas do wielu atrakcji wzdłuż głównej alei Budapesztu. Co ciekawe, linia nr 1 i Aleja Andrássy wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na zmęczonych czeka też sieć tramwajów i trolejbusów miejskich.

Budapeszt to także tysiące mniejszych i większych restauracji z lokalną kuchnią i daniami z niemal całego świata. Koniecznie trzeba spróbować węgierskiego placka langos, podawanego z różnymi dodatkami i sosami oraz zupy gulaszowej. Nie odmawiajcie też sobie palinki, słynnej węgierskiej wódki pędzonej z owocowego zacieru o mocy od 35 do nawet 70 proc.

Chcecie zaoszczędzić i spróbować węgierskich specjałów? Nieopodal Mostu Wolności położona jest słynna Hala Targowa Vásárcsarnok, najatrakcyjniejszy plac targowy w Europie. Na trzech piętrach, otwartej w 1897 r. hali, znajdują się liczne sklepy, stoiska, restauracje i budki z jedzeniem. Można tu dostać słynne salami pick i torebeczki z ostrą papryką. W pobliżu hali swój początek ma jedna z najpopularniejszych uliczek w Budapeszcie – Vaci Ucta, pełna restauracji i sklepów z pamiątkami.

Rozrywkowy Peszt

Zwiedzanie Budapesztu można zacząć od lewego brzegu Dunaju, a więc płaskiego, rozległego i rozrywkowego Pesztu lub przenieść się na prawą stronę rzeki, gdzie wśród wzgórz wiją się brukowane uliczki dwa razy mniejszej, cichej i spokojnej Budy. Do XIX w. te dwa niezależne miasta rozwijały się w swoim stylu i własnym tempie. W 1849 r. połączył je słynny łańcuchowy most Szechenyego, pierwsza kamienna budowla na Dunaju.

Peszt to przede wszystkim monumentalne budynki i szerokie arterie. Nad Dunajem położony jest spektakularny, neogotycki budynek parlamentu. Drugi po Bukareszcie największy gmach w Europie o powierzchni 18 tys. m kw. Jedno ze skrzydeł budynku można zwiedzać. Na brzegu rzeki, tuż obok parlamentu znajduje się wyjątkowy pomnik poświęcony ofiarom Holocaustu "Buty na brzegu Dunaju". 60 par damskich i męskich butów upamiętnia tych, którzy zostali tu rozstrzelani.

O kilka minut spacerem od parlamentu oddalona jest Bazylika św. Stefana. Monumentalna budowla może pomieścić 8,5 tys. wiernych. W środku znajdują się także relikwie pierwszego króla Węgier.

Peszt to także słynna Aleja Andrássy, jedna z najpiękniejszych ulic Europy, porównywana do paryskich Pól Elizejskich. Tu swoje siedziby mają m.in. teatry, Węgierska Opera Państwowa czy poświęcone ofiarom stalinizmu i nazizmu Muzeum Terroru. W tej części miasta znajduje się również najważniejszy w mieście Plac Bohaterów z Pomnikiem Tysiąclecia i Grobem Nieznanego Żołnierza. Przy placu mieści się m.in. Muzeum Sztuk Pięknych, przed którym ustawiają się długie kolejki tych, którzy chcą zobaczyć prace Leonarda da Vinci czy Rafaela.

Na długie godziny warto się zaszyć w słynnej VII dzielnicy. Znajduje się tu największa w Europie czynna synagoga. Długa na 75 metrów i szeroka na prawie 30. Zbudowana w XIX w. łączy styl bizantyjski i mauretański. Dzielnica słynie z gozsdu udvar, małych podwórek zagospodarowanych na puby, restauracje i kawiarnie. W starych i nieremontowanych kamienicach mieszczą się modne "ruin pubs". Można się tu napić dobrego wina, przekąsić coś i potańczyć. Budapeszt ściga się dziś z Berlinem o miano najbardziej imprezowej europejskiej stolicy.

Spokojna Buda

Ci, którzy wolą ciszę i spokój, powinni przenieść się do mniejszej i bardziej kompaktowej Budy. Warto zapuścić się w urocze, brukowane uliczki z klimatycznymi kawiarniami i piwniczkami z winem. Z naddunajskich bulwarów rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na parlament.

Budynek parlamentu w Budapeszcie

Ten symbol miasta i zarazem jeden z najważniejszych gmachów parlamentów na świecie jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki. Neogotycki gmach doskonale prezentuje się z drugiego brzegu Dunaju, ze Wzgórza Zamkowego czy Góry Gelerta. Wnętrza udostępnione są zwiedzającym

Obowiązkowym punktem każdej wycieczki jest – wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO – Wzgórze Zamkowe z wzniesionym około XIV w. Zamkiem Królewskim. Nie jest łatwo się tu wspiąć. Ci, którzy chcą uniknąć wysiłku, mogą skorzystać z wagoników historycznej kolejki. Dziś na terenie zamku mieści się Muzeum Historii Budapesztu, Węgierska Galeria Narodowa i Biblioteka Narodowa. Nieopodal znajduje się jeden z symboli miasta – baśniowa Baszta Rybacka o niemal ażurowej architekturze oraz kościół Macieja z kolorowym i mieniącym się w słońcu dachem. Poniżej wzgórza rozciąga się ogród w neorenesansowym stylu – Várkert Bazár.

Mimo licznych schodów i stromego podejścia, warto się też wspiąć na Górę Gellérta (235 metrów wysokości). Na szczecie stoi Statua Wolności i habsburska cytadela, z której rozciąga się niezapomniany widok na Peszt.

Termy z wulkanicznych źródeł

Zmęczeni zwiedzaniem chętnie odwiedzają Wyspę Małgorzaty, zielone płuca Budapesztu z licznymi ścieżkami spacerowymi, ogrodem japońskim, ogrodem różanym, kawiarniami i restauracjami. Wyspa ma 2,5 km długości i 500 metrów szerokości. Działa tu kąpielisko Palatinus z 1919 r.

Na Budapeszt warto też spojrzeć od strony Dunaju. Rejsy organizowane są przez cały rok i o różnych porach dnia. Podczas wieczornych można zjeść kolację i posłuchać muzyki na żywo. Około godz. 23 rozpoczynają się rejsy imprezowe. Statki odpływają z przystani przy Białym Moście.

Stolica Węgier to także słynne termy działające tu od czasów rzymskich. Bogata w magnez, wapń, sód, siarczany i chlorki woda pochodzi z ponad 120 czynnych źródeł termalnych, które są pozostałością po dawnych wulkanach.

Do wyboru jest kilkanaście kompleksów, różniących się architekturą, usługami i ceną. Najbardziej eleganckie są Łaźnie Gellérta przy secesyjnym hotelu Gellért. Znajduje się tu kilkanaście basenów wewnątrz i na zewnątrz, sauny oraz kabiny parowe. W latach 30. XX w. europejska śmietanka towarzyska tańczyła na szklanym parkiecie, który jest zarazem dachem jednego z basenów. Warto wejść do akwenów ze sztucznymi falami, najstarszy działa od 1927 r.

Makaki w ogrodzie japońskim. Odkrywamy Polskę z dziećmi

Koniec wakacji nie musi oznaczać końca podróży. Do zorganizowania weekendowego wypadu z dziećmi nie trzeba wiele. Wystarczy dobry pomysł i odrobina logistyki. Wykorzystaj bon turystyczny i już dziś zaplanuj wizytę w jednym z polskich miast.

Planowanie podróży warto zacząć od wyboru miejsca noclegowego, w którym dobrze będzie się czuła cała rodzina. O taką atmosferę dbają w hotelach ALL – Accor Live Limitless.

Najmłodsi goście traktowani są tu szczególnie. Dzieci do 11. roku życia, a w wybranych hotelach także nastolatkowie, którzy nie skończyli 16 lat, mają zagwarantowany bezpłatny pobyt i śniadania. Jest was więcej? Pomyślcie o jeszcze bardziej komfortowym wypoczynku i skorzystajcie ze specjalnej oferty rodzinnej – 50 proc. zniżki na drugi pokój plus bezpłatne śniadania dla dzieci.

W hotelach ALL maluchy nie wiedzą co znaczy nuda. Animacje, warsztaty gotowania czy wieczorne pokazy filmowe, to tylko niektóre z atrakcji oferowanych przez wybrane hotele. Większość obiektów ma także kąciki i place zabaw, a w restauracji serwowane są dania ze specjalnego dziecięcego menu.

W ibis Poznań Centrum dzieci mogą wieczorem zajrzeć do kina, nauczyć się gotować, zwiedzić z przewodnikiem hotelowe zakamarki, a także sięgnąć po konsolę do gier czy planszówki. Podobne atrakcje czekają na najmłodszych w Novotel Gdańsk Marina. W hotelu działa weekendowe kino Marina, maluchy mogą też wziąć udział w warsztatach kulinarnych, a także ruszyć na poszukiwanie fok, które ukryły się w lobby, a przy ładnej pogodzie także skarbów na plaży. Z kolei w Sofitel Warsaw Victoria dzieci czują się jak bohaterowie baśni. Tu każda dziewczynka jest księżniczką, a chłopiec księciem. I jak w "Małym Księciu" Antoine de Saint-Exupéry podróżują, odkrywając dzięki specjalnej mapie, poszczególne planety. Mają też swoją kartę meldunkową, specjalne zawieszki na bagaż, a w pokoju czeka na nie niespodzianka.

Bon turystyczny wykorzystasz na usługi noclegowe i imprezy turystyczne do końca marca 2022 roku. Jak skorzystać z bonu turystycznego?

• Aktywuj bon 500 zł na każde dziecko i dodatkowe 500 zł na dziecko z niepełnosprawnością • Zaloguj się do systemu PUE na www.zus.pl i zaktualizuj dane • Bon otrzymasz elektronicznie • Płacąc np. w hotelu wystarczy podać unikalny numer bonu

Hotele ALL to miejsca przyjazne także dorosłym . Obsługa hotelowa wie, jak zadbać o komfort rodziców. W pokojach do odpoczynku zachęcają bardzo wygodne łóżka. Gdy nasze pociechy oglądają film czy uczestniczą w warsztatach, my możemy cieszyć się chwilą z kubkiem herbaty i dobrą książką. Nic też tak nie relaksuje, jak pobyt w SPA czy na basenie. A ci, którzy potrzebują się zmęczyć mogą skorzystać z siłowni. Wieczory doskonale spędza się np. w Restauracjach Winestone. Piwniczki z winem są w nich doskonale zaopatrzone, a i w menu można znaleźć wiele ciekawych pozycji, także z lokalnej kuchni.

Co ważne, w hotelach ALL można płacić bonem turystycznym. Listę miejsc i wszystkie dostępne atrakcje dla dzieci znajdziecie tutaj .

Martwicie się o termin? Spokojnie! W ALL można anulować rezerwację.
Gdzie więc warto udać się w poszukiwaniu przygód?

W świecie Pana Kleksa

Pan Kleks, idol raczej dzisiejszych rodziców aniżeli dzieci, powraca w świetnym stylu. Bajka Pana Kleksa, zlokalizowane na terenie dawnej fabryki porcelany w Katowicach centrum nauki i zabawy, to przestrzeń, która inspiruje kolejne pokolenia.

Tu rządzi legendarny Ambroży Kleks z "Akademii Pana Kleksa" Jana Brzechwy. Centrum podzielone jest na kilka stref tematycznych. Znajdziemy tu m.in. Kuchnię Pana Kleksa, w której na najmłodszych czekają kulinarne wyzwania, oraz Psi Raj, gdzie dzieci dowiedzą się więcej o najlepszym przyjacielu człowieka. Warto na dłużej zatrzymać się w Królestwie Bajdocji i na statku Ambrożego Kleksa oraz w Abecji, czyli podwodnym świecie królowej Aby. Dzieci poznają tu nie tylko pojęcia geograficzne, ale też uczą się wiązania żeglarskich węzłów i stawiania żagli. Kolejna ciekawa przestrzeń, to Planeta Fantazja ze statkiem kosmicznym Voltan II, gdzie można usiąść w fotelu Wielkiego Elektronika i bliżej poznać tajemnice Układu Słonecznego. Jest jeszcze Rezerwat Przyrody, to świat zwierząt i roślin.

Katowice, które być może nie są pierwszym wyborem, gdy mowa o rodzinnym wyjeździe, mają naprawdę wiele do zaoferowania. Warto wybrać się na spacer, odwiedzić Rynek (latem można odpocząć przy palmach z gliwickiej Palmiarni Miejskiej), słynny Spodek (zimą działa przy nim lodowisko) i zajrzeć do Muzeum Śląskiego. W budynku dawnej stolarni mieści się wystawa "Na tropie Tomka", bohatera książek Alfreda Szklarskiego. Koniecznie trzeba też poznać osiedla górnicze: Giszowiec i Nikiszowiec. W Dziale Etnologii Miasta, mieszczącym się w budynku dawnego magla, znajdują się wystawy "U nos w doma na Nikiszu" oraz "Wokół mistrzów Grupy Janowskiej".

Katowice to miasto zieleni i parków. W Parku im. Tadeusza Kościuszki znajduje się zimowy tor saneczkowy i narciarski oraz bulodrom. Dolina Trzech Stawów to kompleks rekreacyjny z parkiem, kąpieliskiem, boiskami sportowymi, ścieżkami rowerowymi i przystanią wodną. Nie sposób się nudzić w ogromnym Parku Śląskim, a w Parku Zadole znajduje się prawdziwa tężnia solankowa.

Wrocławskie krasnale

Wrocław dostarcza mnóstwa atrakcji dla całych rodzin. Jedną z ulubionych zabaw najmłodszych jest spacer szlakiem krasnali. Na ulicach, skwerach i podwórkach kryje się ich już ponad 300. Są to m.in. Bibliofil, Botanik, Bankuś, Moczypięta czy Lunatyk.

Przejażdżka Elką

Położony na pograniczu Siemianowic Śląskich, Chorzowa i Katowic Park Śląski zajmuje aż 535 hektarów, z czego 250 to tereny leśne. Największą atrakcją parku jest kolejka linowa "Elka". Długość trasy w linii prostej to 2185 metrów.

Palmy o każdej porze roku

Poznańska palmiarnia jest największym tego typu obiektem w Polsce i jednym z największych w Europie. Na powierzchni 4600 m kw. znajduje się około 17 tys. roślin. Budynek położony jest w zabytkowym, XIX-wiecznym Parku Wilsona.

Wypoczynek nad Jeziorem Maltańskim

Malta oferuje rodzinom całe mnóstwo atrakcji zarówno latem, jak i zimą. Znajdują się tu m.in. dwa stoki narciarskie ze sztuczną nawierzchnią, tor saneczkowy i kolejka górska. Bez względu na pogodę dobrym pomysłem są także odwiedziny w Termach Maltańskich.

Na Wybrzeżu Szkieletów w Namibii

Chcecie poczuć się jak w Afryce? Odwiedźcie Afrykarium działające na terenie wrocławskiego zoo, najstarszego ogrodu zoologicznego w Polsce. Kompleks podzielony jest na kilka krain tematycznych prezentujących afrykańską florą i faunę. W nowoczesnym oceanarium można podziwiać ponad 200 gatunków afrykańskich zwierząt wodnych. Zarezerwujcie sobie nieco więcej czasu, ogromne baseny mają łącznie ponad 15 mln litrów.

Na terenie Afrykarium znajduje się m.in. Rafa Morza Czerwonego z tysiącem kolorowych ryb, Kanał Mozambicki (20-metrowy tunel), gdzie pływają rekiny i płaszczki oraz Afryka Wschodnia z endemicznymi gatunkami z jezior Tanganika i Malawi, a także hipopotamami nilowymi, mrównikami, małymi antylopami, dikdiki czy ibisami. Wybrzeże Szkieletów w Namibii zamieszkują z kolei kotiki i pingwiny, a Dżunglę Dorzecza Kongo krokodyle i manaty, zagrożone wyginięciem pływające ssaki.

Będąc we Wrocławiu warto też odwiedzić Hydropolis, interaktywną ekspozycję poświęconą wodzie, jej właściwościom i roli, jaką odgrywa w życiu każdego z nas. Wystawa zabiera nas w podróż w głąb oceanu, ale też ludzkiego ciała. Poza siedmioma strefami tematycznymi organizowane są tu także wystawy czasowe, a dzieci mają do dyspozycji specjalnie urządzoną przestrzeń. Chcąc wejść do Hydropolis trzeba przejść przez najdłuższą w Europie drukarkę wodną, która tworzy napisy i wzory na ścianie z wody, która – gdy się do niej zbliżyć – rozchyla się jak kurtyna odsłaniając wejście.

Nie lada gratką dla miłośników kolei będzie Kolejkowo, jedna z największych w Polsce makiet kolejowych o łącznej powierzchni 260 m kw., którą można oglądać w budynku Dworca Świebodzkiego. Z kolei ci z nadmiarem energii mogą spróbować swoich sił w największym w kraju Parku Trampolin GOjump i Powietrznym Mieście GOair.

Zajrzyjcie również do Ogrodu Japońskiego i Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego. I koniecznie przejeźdźcie się popularną Polinką, kolejką gondolową, która kursuje nad Odrą oraz wjedźcie na taras widokowy, mieszczący się na 49. piętrze SkyTower.

Europa w skali 1:87

I znów coś dla miłośników pociągów. Niespełna 20 km od Poznania, w miejscowości Borówiec, znajduje się największa makieta kolejowa w Polsce o powierzchni ponad 300 m kw. Ten miniaturowy świat został zbudowany w skali 1:87. Przez zróżnicowane krajobrazy współczesnej Europy (powstaje już makieta odzwierciedlająca polski krajobraz) przejeżdżają pociągi i samochody, a nad głowami latają samoloty. W ruchu jest co najmniej 12 składów kolejowych (docelowo ma ich być 40), które poruszają się według ciągle zmieniającego się rozkładu jazdy. Najdłuższy pociąg ma 6 metrów. W miasteczkach znajdziemy piękne budynki i mosty odwzorowane w najdrobniejszych szczegółach.

Miasto Poznań także oferuje sporo atrakcji dla rodzin z dziećmi. Obowiązkowym punktem każdej wycieczki jest Stary Rynek i trykające koziołki. W samo południe widać je na wieży renesansowego ratusza. Na Rynku znajduje się także słynne Rogalowe Muzeum, które nie tylko przybliża historię Rogali Świętomarcińskich, ale też pozwala maluchom zmierzyć się z trudną sztuką ich wypieku.

Przy pięknej pogodzie warto wybrać się do Parku Cytadela, który ma 100 ha powierzchni. Na terenie parku znajdują się pozostałości fortyfikacji. Będąc tam zajrzyjcie do Muzeum Armii "Poznań" oraz Muzeum Uzbrojenia, prezentującego różne rodzaje broni i amunicji.

Spędzając weekend w Poznaniu nie można pominąć tutejszego zoo, które zajmuje aż 117 ha. Mieszka tu ponad 2500 zwierząt ponad 300 gatunków, w tym m.in. żubry, takiny, antylopy, lemury, słonie afrykańskie, wielbłądy, lwy czy makaki japońskie.

Na powrót odkryliście w sobie dziecko? Nie zastanawiajcie się dłużej, ruszajcie z rodziną w Polskę!

Michał Cessanis: świat to dla mnie ludzie i ich historie

Jak po pandemii zmieni się świat nie wie dziś nikt. Michał Cessanis ma nadzieję na jedno: nadal będziemy go ciekawi. I już dziś apeluje: planujcie wyjazdy! Także na własną rękę i w Polsce. Dajcie hotelarzom, restauratorom i przewoźnikom pewność, że do nich wrócicie.

Michał Cessanis

Dziennikarz i podróżnik, autor telewizyjnej serii podróżniczej "48 godzin" w Dzień Dobry TVN oraz książek "Opowieści z pięciu stron świata" oraz "Made in China". Człowiek wiecznie żyjący na walizach.

Monika Rosmanowska: Jak ktoś, kto wciąż pakuje walizki znosi obecne uziemienie?

Michał Cessanis: Szczerze mówiąc, różnie. Bywają momenty, gdy czuję się jakbym był w więzieniu. Większość z nas nie spotkała się z czymś takim w dotychczasowym życiu. Zamknięcie nieba, granic dotyczy niemal całego świata. I wszystko wskazuje na to, że ten stan potrwa. Dlatego dziś staram się jeszcze lepiej poznawać Polskę. Każdą wolną chwilę spędzam w plenerze. Ostatnio na przykład odwiedziłem Góry Świętokrzyskie, wspiąłem się na Górę Radostową i ruiny zamku w Chęcinach.

Podróże wypełniają moje życie. Przed pandemią wyjeżdżałem, by m.in. nagrywać kolejne odcinki podróżniczego cyklu dla "Dzień dobry TVN". Wszystko to odbywało się dość nieregularnie, bo – pracując w magazynie podróżniczym – muszę też być na miejscu, w Warszawie. Niemniej było tego naprawdę dużo. Nie przypominam sobie miesiąca, który w całości spędziłbym w Polsce.

Czego Panu najbardziej dziś brakuje?

Bycia w drodze. Przemieszczania się, poznawania innych, słuchania ich opowieści. Brakuje mi kontaktów z ludźmi. Nigdy nie podróżowałem dla muzeów, galerii, choć oczywiście bywam w tych miejscach regularnie. Robiłem to dla ludzi, ich historii. Obcowanie z inną kulturą jest dla mnie największą wartością. Po powrocie do domu nie zrywam kontaktów z poznanymi ludźmi. Nawet dziś stale wymieniamy się informacjami o tym, co u kogo się dzieje. Uwielbiam też latać samolotem. Dlatego tak trudno mi sobie wyobrazić, jak długo to uziemienie może jeszcze potrwać.

Jak szybko branża turystyczna jest w stanie podnieść się po takim przestoju?

Obawiam się, że w pierwszym odruchu paniki, która w większym lub mniejszym stopniu dotyka nas wszystkich, zaczniemy rezygnować z urlopu. Dlatego już dziś zachęcam do planowania kolejnych wyjazdów. Pomyślmy o pięknych miejscach w Polsce, których nie brakuje i wybierzmy coś, co najbardziej będzie nam pasowało.

No właśnie, dużo mówi się dziś o wspieraniu krajowej turystyki i planowaniu urlopu w Polsce.

Nasz styl podróżowania na pewno się zmieni, będziemy bardziej ostrożni. Jestem na przykład ciekaw, jak będą wyglądały pierwsze loty po tym, gdy niebo znów zostanie otwarte. Podejrzewam, że do podróżniczego ekwipunku na stałe dołączą maski, a na lotniskach pojawi się punkt obowiązkowego pomiaru temperatury u pasażerów.

A jeśli chodzi o rodzimą turystykę, to jestem jak najbardziej za tym, by bardziej odważnie ruszać w Polskę. Wielu z nas lepiej zna dziś Europę, tanie linie lotnicze przybliżyły nam nawet te bardziej odległe kraje. O naszym zapomnieliśmy i może rzeczywiście to jest czas, by odwrócić proporcje? Tym bardziej, że Polska jest naprawdę piękna. Chociażby moja ulubiona Warmia i wędzone ryby z gospodarstw rybnych, Trójmiasto, które choć na chwilę pozwala nam znaleźć się nad morzem czy Bieszczady dające niemal nieograniczone możliwości kontaktu z naturą.

Pan także planuje już kolejne podróże?

Jestem uzależniony od podróży. Do tej pory kompulsywnie wyszukiwałem promocje i kupowałem bilety lotnicze z ogromnym wyprzedzeniem. Mam już bilet na listopadowy lot do Meksyku. I dziś sam z siebie się śmieję, bo jak mogłem planować, szczególnie w tak odległej perspektywie, gdy wszystko tak naprawdę jest jedną wielką niewiadomą? Równocześnie jednak w mojej głowie rozbrzmiewa alarm: "nie rezygnuj, planuj".

W najbliższym czasie na pewno ruszę w Polskę, Góry Świętokrzyskie to był początek. Myślę o wyprawie samochodem przez kraje nadbałtyckie. Cały czas mam też w głowie realizowany przeze mnie cykl podróżniczy. Nie zrezygnowaliśmy z ekipą z nagrań, po prostu na jakiś czas zawiesiliśmy działalność. Trzeba myśleć o podróżach i przybliżać ludziom świat. Marzę o powrocie do Trydentu, a jeśli to będzie niemożliwe, to do Tyrolu czy na Sri Lankę, gdzie mieszka zaprzyjaźniona rodzina.

Chętnie wraca Pan w te same miejsca?

Przywiązuję się do ludzi i to do nich wracam. Pięć lat temu w australijskim Perth poznałem wspaniałych Polaków i ostatnio, na przełomie grudnia i stycznia, wróciłem do nich. Regularnie bywam też na Sri Lance, bo ciągnie mnie do wielopokoleniowej, buddyjskiej rodziny, o której już wspominałem. Swego czasu często wracałem też do Chin, gromadząc materiały do książki "Made in China". Chiny tak szybko i tak bardzo się zmieniają, musiałem stale trzymać rękę na pulsie.

Mam też swoje ulubione miejsca w Europie. Wielu dziwi się, jak często mogę wracać na Cypr. Mogę! Bo Cypr to wspaniali ludzie i doskonała kuchnia. Wiem, gdzie pojechać po oliwę z pierwszego tłoczenia, gdzie są podawane najświeższe ryby, najlepsze meze. Uwielbiam też Portugalię i Portugalczyków, którzy są niezwykle rodzinni, mają świetne poczucie humoru i doskonałe wino. I jest jeszcze jedno miejsce… Budapeszt. Uwielbiam tamtejsze źródła termalne, najlepsze w Europie. Niesamowita jest atmosfera łaźni, życie towarzyskie, które się tam toczy.

A co jeszcze – poza wspomnianymi już ludźmi – gna Pana w świat?

Kuchnia, dzięki której zawiązują się niesamowite przyjaźnie. Stół łączy ludzi. Gdy siadam przy stole, niezależnie od tego, czy są to Chiny, Sri Lanka, Australia czy Peru, natychmiast zaczyna się rozmowa. I to jest coś fantastycznego. Wszyscy są siebie tak bardzo ciekawi.

Lubię też gotować. W moim domu króluje kuchnia tajska. Zresztą w Tajlandii zakochałem się właśnie dzięki wspaniałym potrawom. Bliska jest mi kuchnia indyjska. Również Australia, wydawałoby się kraj fish&chips, zaskoczyła mnie kulinarnie. Po południowej i zachodniej części kontynentu podróżowałem kamperem i zawsze szukałem sklepów ze świeżymi rybami i owocami morza. Krewetki podsmażone na maśle na turystycznej kuchence, zjedzone nad samym oceanem… To było coś wspaniałego!

Kocham też miasta, ich rytm. Uwielbiam się w nich stołować i bawić. Bez miasta nie potrafię żyć. Choć muszę przyznać, że w Australii, Nowej Zelandii czy na Sri Lance moja optyka zmienia się całkowicie. Dziś brakuje mi natury, ale też – z czego zdałem sobie sprawę ostatnio – widoku startujących samolotów. Z mieszkania na Ochocie widzę pas startowy. Siedząc przy śniadaniu zawsze lubiłem sprawdzać, co w danym momencie wylatuje i w jakim kierunku.

Novotel Warszawa Centrum to przede wszystkim doskonała lokalizacja

Zaledwie 5 minut spacerem od Dworca Centralnego oraz Pałacu Kultury i Nauki. Z czterogwiazdkowego hotelu rozciąga się panorama stolicy. Blisko stąd do najważniejszych zabytków, sklepów czy instytucji kultury, a sąsiedztwo metra zapewnia szybki dojazd także do innych dzielnic Warszawy. W hotelowej restauracji warto sięgnąć po dania lokalnej kuchni

Jak dużo – pomijając oczywiście obecne wyjątkowe warunki – potrzeba, by ruszyć w świat?

Chińczycy powtarzają, że w każdej sytuacji należy po prostu zrobić pierwszy krok, często najtrudniejszy. Dziś to szczególnie ważne, bo zaczynam się obawiać, czy ludzie nie zaczną bać się podróży, myśląc, że coś złego może im się stać za granicą. Wirus jest dziś wszędzie. Musimy z nim żyć i dostosować się do nowej sytuacji. Gdy tylko zostanie otwarte niebo, a połączenia lotnicze wznowione, to nie będę miał żadnych oporów, by znów ruszyć. Coś złego może nam się stać wszędzie, podobnie jak coś dobrego. Podróże dostarczają tak wielu wrażeń i doświadczeń. Nie można ograniczać się do czterech ścian.

Tym bardziej, że podróżowanie jest dziś tak proste.

Tak, choć zobaczymy, jak po pandemii zmieni się rynek lotniczy i cała branża turystyczna. Wierzę w to, że hotelarze przetrwają, podobnie jak właściciele pensjonatów i agroturystyk. Patrzę dziś w przyszłość z wielkim zainteresowaniem. Jestem ciekaw, jak zmieni się nasz system podróżowania, na jak wiele pozwolą nam decydenci. Czy kontrole graniczne nie zostaną na stałe przywrócone, czy nie zniknie Strefa Schengen? Jest mnóstwo pytań, na które dziś nie znamy odpowiedzi.

Dziś często sami organizujemy swoje wyprawy, szukamy lotniczych okazji, wybieramy miejsca noclegowe. A gdzie Pan najchętniej się zatrzymuje?

Lubię hotele. Najczęściej wybieram te proste w formie zarówno architektonicznej, jak i wyposażenia. Zatrzymuję się głównie w Ibisach i to na całym świecie. Korzystam przy tym z programu lojalnościowego ALL - Accor Live Limitless , a więc całego pakietu korzyści, w tym zniżek czy specjalnych ofert, przysługujących już od pierwszej rezerwacji i za każdy kolejny pobyt. Dotychczas spałem m.in. w Ibisie w Brazylii, Mediolanie, Japonii, ale też Gdańsku i Krakowie. Doceniam minimalizm i nowoczesny design tych miejsc. Nie lubię pokoi "pluszowych" z ciężkimi kotarami, dywanami… Wolę przestrzeń pełną kolorów, na czasie, tylko w takiej dobrze się czuję. Potrzebuję wygodnego pokoju z dostępem do internetu oraz smacznej i szybkiej kuchni. Ważna jest też uprzejma i otwarta obsługa. Świadomość, że po całym dniu zwiedzania mogę w hotelu odpocząć, zjeść dobrą kolację, napić się dobrego wina.

‘W Najlepszym Towarzystwie… dobrze się podróżuje!’ odc. 5

I znów wracamy do kuchni…

Coś, co mnie w hotelach nieustannie zaskakuje to Winestone, czyli bary winne. Jestem oczarowany jakością serwisu w tych miejscach, znakomitym jedzeniem i dostępem do win z całego świata. Każdego wieczoru można sięgać po coś zupełnie innego. Co więcej, miałem okazję poznać dostawców oliwy z Hiszpanii i piekarzy, którzy wypiekają oferowane gościom bagietki. Jak już mówiłem przywiązuję się do ludzi, a poprzez ludzi do miejsc. I to też jest miejsce, za którym dziś tęsknię.

uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.